Kto mnie dogoni?
Sport swoimi korzeniami sięga czasów bardzo odległych i w różnych formach towarzyszy człowiekowi niemal od zawsze. Kojarzy się ze słynnymi zawodnikami i drużynami, Igrzyskami Olimpijskimi... Mogłoby się wydawać, że nie ma tu miejsca na żadną formę niepełnosprawności. Jest jednak zgoła inaczej.
Ale co? I jak?
Osoby niepełnosprawne mogą uprawiać sport. Podlaskie Stowarzyszenie Sportowe Osób Niepełnosprawnych START w Białymstoku jest miejscem, w którym każdy zainteresowany może znaleźć odpowiedź na pytanie, jakie dyscypliny i w jaki sposób uprawiać. Paweł Lewko, student informatyki na Uniwersytecie w Białymstoku, jest zawodnikiem sekcji pływackiej STARTU. Choruje na artrogrypozę, wrodzoną sztywność stawów. Mimo to trenuje od 10 lat. − Jako dzieciak zawsze chciałem coś robić. Moi rodzice dowiedzieli się, że istnieje taka organizacja i przyprowadzili mnie − tłumaczy. Uważa, że pływanie to dobry sport ogólnorozwojowy i usprawniający. W jego przypadku forma rehabilitacji szybko przerodziła się w pasję. Niestety, nie wszyscy wiedzą, że jest to możliwe. Na pytanie, czy często spotyka się ze zdziwieniem, Paweł odpowiada: − Ja tak długo siedzę w pływaniu, że dla mojej rodziny i znajomych jest to naturalne. Ale znajomy pływak, który nie ma nogi, usłyszał pytanie: „Ale co, to ty z protezą wchodzisz do wody?” Nie wchodzi. Do pływania osobom po amputacjach w zupełności wystarczają zdrowe kończyny, nawet jeśli są to tylko ręce. Obowiązuje ich strój pływacki, dozwolone są okularki. Gdzie zatem różnice? − W przypadku osoby po amputacji ręki np. od łokcia w dół, różnica polega na tym, że oprócz dotknięcia ściany basenu zdrową ręką, musi wykazać wolę dotknięcia drugą kończyną. Musi zatem wyciągnąć ją do przodu – tłumaczy Paweł. − W pływaniu niepełnosprawnych jest 10 kategorii, od S1 do S10, przy czym S1 to najbardziej niesprawny, a S10 – najmniej (np. z nogą obciętą na poziomie kolana) − dodaje. Poziom grupy z ograniczoną i pełną sprawnością jest na tyle wyrównany, że mogą stawać ze sobą w szranki do walki o medale. Zawodnicy z wyższych grup często z powodzeniem rywalizują z zawodnikami pełnosprawnymi, czego znakomitym przykładem jest Natalie Du Toit, zawodniczka z RPA, która zakwalifikowała się na Olimpiadę w Pekinie. Każdy sportowiec dąży do tego samego celu − zwycięstwa, osiągnięcia jak najlepszych wyników. Upór jest potrzebny zawsze. − Pod tym względem o wiele łatwiej trenować osoby niepełnosprawne, ponieważ tkwi w nich duża motywacja do osiągania wyników pełnosprawnych zawodników − uważa Piotr Daszuta, prezes i trener PSOON na Podlasiu − Jest to pewnego rodzaju ułatwienie dla trenera. Z drugiej zaś strony to okazja do wykazania się zdolnościami trenerskimi i wyobraźnią, gdyż zróżnicowane niepełnosprawności wymuszają adaptowanie każdej jednostki treningowej do jej uczestników.Czy zatem na treningach można liczyć na „fory”? − Jedenaście dwugodzinnych sesji tygodniowo na pewno łatwym treningiem nie jest. Szczególnie, że pierwsza zaczyna się o szóstej rano, wtedy kiedy wszyscy twoi znajomi przewracają się w łóżku z boku na bok − podkreśla Paweł. − Ale za to nikt, oprócz pływaków, nie wie, jak wygląda wschód słońca widziany z basenu – dodaje.
Koła, protezy, nogi...
Na Igrzyskach Paraolimpijskich zawodnicy startują w dwudziestu dyscyplinach. Większość z nich to adaptacje znanych powszechnie dyscyplin do możliwości ruchowych zawodników. Osoby bez kończyn nie są skazane jedynie na pływanie. Mogą uprawiać z powodzeniem wioślarstwo, używając jednego lub dwóch wioseł. Mogą też uprawiać dyscypliny lekkoatletyczne i ścigać się w protezach. Istnieje żeglarstwo niepełnosprawnych, dostępne dla osób z różnymi rodzajami niesprawności. Kolarstwo, wprowadzone pierwotnie dla niewidomych, jeżdżących na tandemach lub z pilotem, jest obecnie dostępne dla innych dzięki specjalnym rowerom, napędzanym siłą mięśni rąk. Trenowanie tenisa stołowego też jest możliwe. Przykładem jest Natalia Partyka, reprezentująca nasz kraj na obu Igrzyskach w Pekinie.Osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich mają specjalnie dostosowane dyscypliny, umożliwiające rywalizację. Jest to koszykówka, lekkoatletyka, rugby, łucznictwo, strzelectwo, szermierka, tenis i tenis stołowy oraz boccia (odmiana francuskiej gry w kule).Wózki są zmodyfikowane, aby poruszanie się było jak najbardziej efektywne. Oprócz drobnych niuansów dyscypliny prawie nie różnią się od oryginalnych. W koszykówce drużyna składa się z pięciu zawodników, z tym że każdy otrzymuje punkty zależne do rodzaju niepełnosprawności, a łączna suma nie może przekroczyć 14 na drużynę. Zawodnicy kozłują i wykonują rzuty do kosza podczas meczu trwającego 4 x 10 min. W tenisie piłka może odbić się od podłoża więcej niż raz, gra toczy się do dwóch wygranych setów. W rugby piłka jest przewożona na kolanach osoby siedzącej na wózku, dopuszczalne jest trzymanie jej w rękach, między ręką a wózkiem, a nawet na podnóżku. Zawodnicy nie mogą się dotknąć, więc innymi sposobami utrudniają przeciwnikom zdobycie punktów: zderzając się wózkami i wytrącając piłkę. − Najpopularniejsze jest pływanie, ze względu na duże walory rehabilitacyjne i lekkoatletyka, jako królowa wszystkich dyscyplin sportowych − wymienia Piotr Daszuta.
Czy warto?
Sport kształtuje charakter, uczy samodzielności i skuteczności, aktywizuje do działania. Niepełnosprawni zawodnicy potwierdzają te słowa. − Po części to właśnie sport ukształtował mnie takim, jakim dziś jestem. Bo to także pewien sposób życia. Poznajesz wielu ludzi z podobnymi zainteresowaniami, nawiązujesz kontakty, przyjaźnie. Masz też niepowtarzalną szansę na zwiedzenie sporego kawałka świata − mówi Paweł. Na ważną kwestię zwraca uwagę Piotr: − Są przypadki, gdy dzieci pytają na początku, czy będą musiały rozebrać się na basenie. Usłyszałem kiedyś takie pytanie od początkującej zawodniczki, dla której teraz nie stanowi problemu opalanie się na plaży w stroju, bez protezy. Występując na zawodach nauczyła się nie wstydzić swojej niepełnosprawności.
Aleksandra Kuklewicz